Numer 10.
Chiny w WTO, Grudzień 2001

Chiny… typowy przykład kraju rozwijającego się. Biedny, bez dużej produkcji, importu, można powiedzieć – na dorobku. Nie? No nie. To przecież druga gospodarka świata.
Ale jednak w WTO, Światowej Organizacji Handlu, właśnie taki status ma od momentu przyjęcia w 2001 roku. I czerpie z niego pełną parą, bo pozwala to na specjalne traktowanie gospodarki, między innymi ochronę rynku cłami i subsydia dla rolnictwa. Ideą, głoszoną przez Billa Clintona, popierającego przyjęcie Chin do WTO, było przekonanie, że wraz z importem amerykańskich produktów, będą one importować amerykańską demokrację, wolność słowa, swobody obywatelskie. Chiny obniżyły więc cła, zezwoliły na inwestycje zagraniczne, a później stały się fabryką świata. Państwowe firmy mają być liderami produkcji, a zaniżenie kursu juana pozwala na eksport niemal wszystkiego w konkurencyjnych cenach. Po latach kolejny prezydent, Donald Trump, grozi Chinom cłami i szacuje straty gospodarki na biliony dolarów, szykując się na kolejną wojnę, tym razem handlową…


